W pierwszym roku uprawy moich dyń miałam nasiona na chybił trafił. Niektóre dyńki wyglądały jak naboje co je zrzucali z samolotów w czasie wojny.Porosły takie, że przysięgam maczetą je rąbałam. To było utrapienie, bo kozy nie chciały ich jeść.Musiałam ze środka wycinać miąższ. No,mordęga to była. Na następny rok zostawiłam nasiona tylko z tych, które miały miękką skórkę i skończyło się wywijanie maczetą