Dawniej to się tak tych zoładków cielęcych uzywało. Nawet niekoniecznie suszone były. Pamiętam z wczesnego dzieciństwa, że takie cóś mój dziadek przechowywał w ciemnym słoju w jakiejś zalewie. Krowie twarogi mojej babci to było niebo w gębie, ale chyba jednak bez tej podpuszczki robione z dziadkowego słoja.