Moje perfumowały sie juz od poczatku czwartego miesiąca zycia. Były w tym samym pomieszczeniu co kozy. Doiłam więc kozy tak, że natychmiast wynosiłam udój od jednej i dtugą doiłam do innego naczynia, żeby to mleko jak najkrócej "przebywało" w obórce.
pewnie jednak troche przechodziło tym zapachem, bo córka, która przebywała we Francji stwierdziła kiedyś, że "wreszcie ten ser pachnie kozim serem"
A co do samego "śmierdzi" - to zależy tez od wrażliwości powonienia. Ja te moje dziady myłam dośc często i zapach nie był dla mnie specjalnie uciążliwy.
Natomiast syn przechodził koło obórki "z klipsem na nosie" i marudził, zeby je wreszcie sprzedać, bo wytrzymac nie mozna. Ale on tak samo marudzi, jak sie np. eukaliptusowym olejkiem wysmaruję od komarów.
pewnie jednak troche przechodziło tym zapachem, bo córka, która przebywała we Francji stwierdziła kiedyś, że "wreszcie ten ser pachnie kozim serem"
A co do samego "śmierdzi" - to zależy tez od wrażliwości powonienia. Ja te moje dziady myłam dośc często i zapach nie był dla mnie specjalnie uciążliwy.
Natomiast syn przechodził koło obórki "z klipsem na nosie" i marudził, zeby je wreszcie sprzedać, bo wytrzymac nie mozna. Ale on tak samo marudzi, jak sie np. eukaliptusowym olejkiem wysmaruję od komarów.